21 lipiec
Cudownie słoneczny, niedzielny poranek.
W głowie milion pomysłów jak spędzić ten dzień.
Ale akurat TEN dzień planowałam już dawno.
Odkąd tylko się dowiedziałam o tym wydarzeniu, wiedziałam, że muszę tam być z rodziną.
Wiedziałam, że będzie to coś innego.
Nie myliłam się.
Ogrom atrakcji, warsztatów, pokazów.
Niesamowici rękodzielnicy i rzemieślnicy.
Tak.
To oni pokazywali jak to kiedyś było - stworzyć coś użytecznego.
Kowale, garncarze, kołodzieje, pszczelarze nie sposób ich wszystkich wymienić.
Każdy mógł podejść, by samemu spróbować swoich sił w tworzeniu.
Bibułkarstwo, koronka klockowa, szydełkowanie, szycie, biżuteria, odzież.
W zdecydowanej większości panie zachwycały zręcznością i dokładnością z jaką wykonywały swoje cuda.
Dla mnie już samo oglądanie i dotykanie tego wszystkiego było przyjemne.
No po prostu raj dla oka i ducha.
Oprócz tego można było spróbować wielu regionalnych specjałów.
Zatem każdy łasuch też zaspokoił swoje zmysły.
Cały festiwal odbywał się na terenie skansenu w Wygiełzowie i już samo to wprowadzało świetny klimat.
Po zakupieniu biletów wstępu do skansenu dzieciaki otrzymywały ETNOmaniowe wiatraczki.
Pomysł prosty i genialny, no bo kto nie lubi wiatraków?
A dalej...
hulaj dusza
oglądaj,
przeglądaj,
rozmawiaj,
dotykaj,
twórz.
